Strony

piątek, 27 lipca 2018

BLUSZCZ - Anna H. Niemczynow



Tytuł: Bluszcz
Autor: Anna H. Niemczynow
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 402
ISBN: 978-83-7835-663-9


Długo zbierałam się w sobie, aby napisać recenzję, jeszcze dłużej szukałam odpowiednich słów. Książka leży przeczytana już kilka dni, ale widać potrzebowałam czasu na ułożenie sobie wszystkiego czego podczas lektury doświadczyłam w głowie.


Julita to 40-letnia kobieta, matka Kamili i Marcina, żona Gerarda, kochanka już coraz rzadziej. Pod sztucznym uśmiechem bardzo często już od młodych lat skrywa gorzkie, upokarzające łzy spowodowane tym jak traktuje ją jej mąż Gerard. Nie bije, nie pije, pieniądze zarabia i do domu przynosi - więc gdzie problem, zapyta ktoś? Problemem jest wieczne narzekanie, tyranizowanie, wyśmiewanie, podporządkowywanie. Gdy mąż mówi ci, że śmierdzisz, że jesteś świnią, wszystko co robisz jest niedobre, beznadziejne, sama jesteś gruba i brzydka, dzieci wychowałaś źle, do niczego się nie nadajesz - to to jest przemoc w najczystszej postaci. Julita przeżywała to każdego dnia przez 20 lat. Dlaczego już dawno nie odeszła od męża? Chciała sprawić, aby dzieci miały choć namiastkę normalnego domu, dlatego zawsze tłumaczyła ojca, broniła go, na swój sposób mocno kochała.

Jedno wydarzenie doprowadziło do tragedii. Gerard dowiedział się, że jego syn Marcin jest gejem i pozostaje w związku z Tomaszem. Bez wachania skatował swoje dziecko, które w wyniku tego trafiło do szpitala na kilka dni. Dopiero wtedy Julita spakowała siebie i dzieci i poszła mieszkać do swojej najlepszej przyjaciółki z dzieciństwa Elżbiety.

Elżbieta zaś to piękna, pewna siebie, zadbana pani doktor. Niewątpliwie odiągnełą duży sukces, co potwierdza szuflada po brzegi wypełniona dyplomami. i nagrodami Mieszka w pięknym, ogromnym domu w towarzystwie swoich zwierzaków. Męża i dzieci brak. Tak- Ela jest samotną kobietą, która przed światem ukrywa swój wstydliwy problem, który w okolicach 40. urodzin był, wydawać by się mogło, nie do przeskoczenia. Otóż kobieta w wieku 40 lat wciąż była dziewicą, z seksem czekała na "tego jedynego", który nigdy się nie pojawił. Teraz zaś ma wielkie opory przez jakimkolwiek zbliżeniem z mężczyzną, wstydzi się swojej sytuacji.

Książka ta dała mi tak dużo, że sama nie wiem co wysuwa się na prowadzenie. Zwykle jest tak, że piękne prawdy, recepty na życie, nauka płynąca z powieści jest tłem do głównej historii. Tutaj mam wrażenie, że to historia Julity i Eli jest tylko tłem do uniwersalnych prawd, którymi należy kierować się w życiu.


 Bluszcz to przede wszystkim piękna opowieść o kobiecej przyjaźni, która przetrwa wszystko. Prawdziwa przyjaźń nie ocenia, niczego nie wymaga, zwyczajnie trwa i wspiera! Ela bez zająknięcia przyjęła Julitę pod swój dach, wspierała, doradzała, byłą cierpliwa nawet gdy Julita biegła prosić męża o wybaczenie! Odwrotnie znowu, Julita służyła dobrą radą i pomocą w sprawie dziewictwa Elżbiety, i choć może czasem wydawać się to śmieszne - taki problem to nie problem, kobieta pokazała, że jest ponad to, i każdy problem przyjaciółki jest ważny nawet w środku nocy. Po prostu piękne i takie prawdziwe... Zdarza się to jeszcze na prawdę w dzisiejszych czasach? Taka przyjaźń istnieje?

Anna H. Niemczynow wiele stron w powieści poświęca też Bogu, sama jest religijna i przelewa to co ma w sercu na karty powieści, ale jeśli spodziewacie się czegoś w stylu: Co niedzielę do kościoła i pieniążek na składkę to tutaj tego nie znajdziecie. Zacznę może od tego, iż Juli i Eli wychowywane były w dużej mierze przez swoje babcie, które zabierały je do szkółki niedzielnej przy kościele i same wiele uczyły o Bogu. Ale cóż to byłą za nauka! Dzięki niej... a raczej przez nią życie obu kobiet potoczyło się tak a nie inaczej. Babcie zawsze mawiały- dziewictwo trzyma się dla swojego męża, aż do ślubu, inaczej Bóg się ukarze i będzie zły. Za każde nieskromne myśli, młodzieńcze zakochanie nawet trzeba pokutować i szybko je od siebie odsuwać. Bóg wymaga pokuty, pokory... Właśnie przez te słowa Julita odrzuciła swoją młodzieńczą miłość do Michała, na dyskotece uległa Gerardowi i się z nim przespała i, choć może nie chciała, to musiała wyjść za niego za mąż, za co całe życie pokutowała. Elżbieta natomiast mimo kilku związków czekała z seksem do samego ślubu (bo tak trzeba), a kolejni kandydaci się wykruszali. 
Autorka zaś pokazuje obraz Boga dobrego, kochającego nas, miłosiernego. Boga, który nas wspiera, rozumie, wybacza i który chce abyśmy byli szczęśliwi. Dobry Bóg nigdy nie karałby Julity małżeństwem z Gerardem i dopiero po bardzo wielu latach kobieta to zrozumiała, odszukała swojego własnego Boga, zaczęła z nim prawdziwie rozmawiać, kochać go, szukać. Zrozumiała, że Boga nie trzeba się bać - trzeba go kochać tak jak On kocha nas, niedoskonałe, małe istoty.

W Bluszczu można było również poczytać o śpiewaniu mantr, o medytacji, która również nie jest niczym złym. Zaraz podniosą się głosy, że to czczenie jakichś bożków, lecz nie jest to prawda. Śpiewanie kilku słów pomaga tylko naładować się pozytywną energią, oczyścić z negatywnych emocji, pogodzić ze swoim życiem, zacząć przyjmować wszystko z uśmiechem na ustach. Nie powiem, ale bardzo mnie to zaciekawiło - kto wie? Może spróbuję, jeśli ma to takie zbawienne dla ciała i przede wszystkim dla ducha działanie?

Bluszcz to historia o sile, jaką każda kobieta, bez wyjątku, ma w sobie. O sile przetrwania najgorszych chwil i niepowodzeń, o sile do wyjścia z beznadziejnych sytuacji, o sile do powstania i do walki z innymi, ale i do walki nad samą sobą. Tutaj będzie apel do kobiet z prośbą o przeczytanie tej książki, która na prawdę skłania do przemyśleń, uczy, pomaga. Ja jestem oczarowana, niebawem wciskam ją do ręki mojej mamie, a zaraz potem mojej młodszej siostrze, ponieważ jest ona tak uniwersalna, że każdy odnajdzie tam coś dla siebie i, jestem pewna, jakaś cząstka siebie po lekturze zmienia się już na zawsze. Ale to dobrze!




Płakałam z Julitą, i płakałam nad nią, cieszyłam się każdym sukcesem i bolało mnie najmniejsze rozczarowanie. Targały mną straszne wręcz emocje. Mocno przeżywałam zawody Elżbiety, doceniałam jej pomoc i ofiarność dla innych. Miałam mnóstwo myśli, przemyślenia po lekturze aż się we mnie kotłowały- gwarantuję, że w was też będą.

Pani Aniu- tak po prostu z serca dziękuję, za napisanie czegoś tak wartościowego, za dawanie współczesnym kobietom nadziei. Dziękuję.

Moja ocena: 11/10


Dorota

7 komentarzy:

  1. :-) Napisze krotko, ksiazke mi sprzedalas, teraz tylko musze ja szybko kupic gdyz nie moge sie doczekac aby ja przeczytac . Dzieki za zachete :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa dla mnie ogromnie miłę i szalenie motywujące! Dziękuję, a książka na pewno nie zawiedzie :)

      Usuń
  2. Czuje że przy tej książce polecą łzy. Po waszej recenzji mam ochotę lecieć do empika żeby ją kupić i czytać bo widzę, że warto. Monika, Dorota, świetna recenzja, czekam na następne, żeby wiedzieć co czytać ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecą łzy ale uśmiech też będzie na pewno:) Dziękuje za tak miłe słowa a książkę oczywiście polecamy ogromnie:)

      Usuń
  3. Ksiazka trafiajaca w sedno problemow mysle nie jednej Kowalskiej. Z checia kupie i przeczyam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kowalskiej, Nowakowej a nawet pani Smith. Autorka ukazuje totaj życie- bez owijania w bawełnę, słodzenia i koloryzowania. Nie zawiedziesz się czytając- gwarantuję.

      Usuń
  4. Człowiek kocha bierze ślub wieży w piękne zycie w miłości. A potem okazuje się że to tylko Marzenie o domu, rodzinie. Terroryzm każdy czy to fizyczny czy psychiczny jest najgorsza możliwa sytuacja w małżeństwie. Napewno przeczytam tą książkę. Dziękuję za tak piękna recenzje.

    OdpowiedzUsuń