poniedziałek, 20 maja 2019

Jeszcze się kiedyś spotkamy - Magdalena Witkiewicz (58/2019)


Tytuł: Jeszcze się kiedyś spotkamy
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: FILIA
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 500
ISBN: 978-83-8075-682-3

Magdalena Witkiewicz napisała powieść inspirowaną losami swojej rodziny. Jej babcia od czasów II wojny światowej czekała na dziadka autorki, który poszedł na front walczyć. Już sama ta wiedza łąpie za serducho i sprawia, że ma się ochotę poznać tę historię.

Większa część historii osadzona jest w czasach II wojny światowej w Grudziądzu i okolicznych wsiach. Młoda dziewczyna Aniela posiada ukochanego Franciszka, oddanych przyjaciół - Janka, żydowską dziewczynę Rachelę, Joachima, który był Niemcem. Można powiedzieć, że podczas wojny takie zestawienie nie miało prawa istnieć, a jednak ich przyjaźń była niezwykła. Wojna sprawiła jednak, iż wszystko się posypało. Chłopcy poszli na front, Joachim wstąpił do niemieckiej policji,  ludzie ginęli, rodziny się rozsypywały. Miłość jednak potrafiła istnieć nawet w tak ciężkich czasach. Aniela i Franciszek wzięli skromny, wojenny ślub, wkrótce potem poczęli dziecko. Niestety przyszło się im rozstać i odtąd kobieta miała czekać na ukochanego... W końcu powiedział: Jeszcze się kiedyś spotkamy...Tylko ile można czekać, rok, dwa, dziesięć czy jeszcze więcej? Czy warto? Czy jeszcze jest nadzieja? 

Czasy przeszłe w powieści przeplatają się z czasami teraźniejszymi, w których główną bohaterką jest Justyna, wnuczka Adeli. Jej losy w dużym stopniu przypominają losy babki. Justyny chłopak wyjechał do Stanów Zjednoczonych a dziewczyna również czekała i czekałą...i czekała... Magdalena Witkiewicz pisząc taką powieść chciała zwrócić uwagę czytelnika na to, że losy i przeżycia naszych przodków mają na nas ogromny wpływ. Nieświadomie powielamy ich decyzje, zdarzenia, przeszłość wpływa na nas bardziej niż myślimy. 

Autorka przyznaje, że pisanie tej konkretnej powieści wyczerpało ją fizycznie i emocjonalnie. Wcale się nie dziwię ponieważ pisanie o wojnie to czasochłonne i emocjonalne zadanie. Wielkie uznanie za to, jaki research przeprowadziła pisarka na potrzeby powieści. Oprócz dawnych nazw ulic, miejsc pracy, działań wojennych zgadza się nawet tytuł filmu granego w kinie w tamtym okresie. Wojna zaś, czy się o niej mówi, pisze czy też czyta wzbudza zawsze jedne i te same emocje. Wzrusza, przeraża, zdumiewa, nieprzyjemnie zaskakuje. Po lekturze takiej powieści jak Jeszcze się kiedyś spotkamy człowiek docenia każdą sekundę życia, cieszy się z tego co ma, że budzi się codziennie rano w wolnym i bezpiecznym kraju, w pachnącej pościeli z kimś bliskim u boku. Czytanie o prześladowaniach, śmierci na froncie, zaginięciach, zdradach dokonywanych przez przyjaciół jest ogromnie przygnębiające, ale z powieści dowiedziałam się więcej o historii własnego kraju niż na lekcjach w szkole. Doceniam ogromnie taką lekturę, która łączy przyjemne z pożytecznym. 

Nie zrażajcie się jednak do książki po przeczytaniu wcześniejszego akapitu ponieważ powieść ta nie jest dołująca ani zbyt smutna. Historia o II wojnie światowej przelata się z losami grupki przyjaciół w tym okresie. Ukazane tutaj są różne odcienie miłości, nadzieja na lepsze jutro, śluby i porody, kwiaty wciąż kwitną w ogródkach a niebo przybiera czasem różowy kolor. Powieść trzyma również ogromnie w napięciu i oczekiwaniu na to co będzie dalej i jak skończy się cała historia a nawet dwie - Adeli i Justyny. Ponadto nawet po odłożeniu pozostaje w głowie i sprawia, że nasze myśli się kotłują zamiast płynąć spokojnie. 

Losy Adeli i Justyny uczą nas, że warto brać życie takie jakim jest, silna i prawdziwa miłość to nasza siła, z którą jesteśmy w stanie przetrwać wszystko, lepsze jutro kiedyś nadejdzie i... Jeszcze się kiedyś spotkamy!

Ogromnie dobra powieść Magdaleny Witkiewicz, zupełnie inna niż wszystkie, która długo w niej dojrzewała, a kiedy już powstała wzrusza, zachwyca, daje do myślenia, uczy. Apeluję, aby nie przechodzić obok niej obojętnie.

Moja ocena 10/10

DOROTA



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu FILIA



sobota, 18 maja 2019

Wyspa wspomnień - Dorota Milli (57/2019)



Tytuł: Wyspa wspomnień
Autor: Dorota Milli
Wydawnictwo: FILIA
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 433
ISBN: 978-83-8075-684-7


Jak dobrze wiecie z bloga i postów na naszej stronie uwielbiam twórczość Doroty Milli. Jest to autorka pięknych i pogodnych powieści. Tym razem mnie bardzo zaskoczyła, gdyż książka jest zupełnie inna niż te wszystkie, które czytałam do tej pory. 

Liliana wraz z dwiema przyjaciółkami obiecały sobie pewnego dnia, że za dziesięć lat ponownie spotkają się wszystkie na wyspie, która to była w młodości ich ucieczką przed całym światem. Dla pełnych marzeń nastolatek stała odległa, bezludna i spokojna wyspa, ich azyl, o którym świat zapomniał. Do czasu....
Lili dotrzymuje słowa i wraca do miejsca wypełnionego jest radosnymi, ale i mrocznymi wspomnieniami z przeszłości, które ciągle powracają w snach. Kobieta miała nadzieję, że podczas słonecznego lata nad Bałtykiem w Dziwnowie, uda się jej zajrzeć w głąb siebie, że pozwoli sobie na wnikliwą analizę przeszłości, która wracała do kobiety jak bumerang.
Wspólnie z Wiki, najlepszą przyjaciółką, nowo poznanym, intrygującym Natanem- synem prokuratora oraz przystojnym policjantem szukają rozwiązania starej zbrodni, gdyż każdy z tej czwórki chce raz na zawsze zamknąć drzwi do przeszłości i powitać nową przyszłość. 

Czy Lili wkońcu uda się pozbyć demonów przeszłości? 
Czy pragnienie spełnienia marzeń okaże się początkiem pięknego uczucia?

Czasami dziwnie splatają się ludzkie losy. Wiki i Liliana to najlepsze przyjaciółki z domu dziecka. Choć tak różne od siebie to dopełniały się fantastycznie. Jedna buntowniczka od zawsze, szybko wybuchała i bardzo długo osiągała na powrót spokój, odważna i charakterna. Druga zaś spokojna, wycofana, opanowana i bardzo skryta. Miały tylko siebie i swoją przyjaźń. Ostatnia noc poprzedzająca wyjazd i opuszczenie domu dziecka była tą, która do teraz je prześladowała.

Dla Lili przyjazd nad morze miał być rozliczeniem się z przeszłością, ostatecznie jej zamkniecie i odpuszczenie win. Poszukiwała prawdy i zrozumienia, zwłaszcza dla postępowania swoich bliskich, którzy ja porzucili. Nie spodziewała się, iż nie tylko ona tego potrzebowała. Wiki, Natan oraz Edwin, starszy aspirant, również chcieli poznać prawdę i raz na zawsze rozliczyć się z przeszłości. Połączyła ich wspólna, dawna, niewyjaśniona sprawa.

Autorka fantastycznie wykreowała swoich bohaterów, mamy do czynienia z taką mieszanką różnych charakterów, że nie sposób się z nimi nudzić. Zaskakują, wzruszają, bawią a wogóle nie irytują - brawa:)
Wyspa wspomnień to pełna zagadek powieść, w której przeszłość splata się z teraźniejszością. Jest to książka o przyjaźni tak silnej jak więzy krwi, potrzebie miłości, akceptacji samego siebie, marzeniach, porzuceniu, które mimo upływu czasu ciągle przypominało o bólu, smutku i tęsknocie. 
Wątek kryminalny i zbrodnia sprzed lat nadaje całej powieści smaczku, nie pozwala się nudzić, scala wszystko w dobrą całość.
Poruszony temat o  domu dziecka jest bardzo ciekawy i potrzebny w dzisiejszych czasach. Mamy możliwość zrozumienia co czuje dziecko, a potem dorosła osoba, która zostaje porzucona.


Historia ta przypomina o takich wartościach jak rodzina i marzenia.
Często ludzie stawiają większy nacisk na pracę i karierę skazując tym najważniejsze osoby w swoim życiu na samotność i cierpienie. 
Książka dodatkowo rozbudza apetyt więc podczas czytania warto mieć coś słodkiego pod ręką a to wszystko za sprawą kucharza Marcina z restauracji "Kotwica".

Dla mnie książki Doroty Milli działają jak akumulator, ładują mnie zawsze pozytywną energią, motywują i zmuszają do zmian oraz dążenia do realizacji swoich marzeń i celów.

Dodam tylko, że Wyspa wspomnień to pierwszy tom z planowanej przez Dorotę Milli serii, która będzie zawierać trzy tomy. Skusicie się? Jak polecam i już wyczekuję kontynuacji. 


Za możliwość przeczytania książki dziękujemy bardzo wydawnictwu FILIA
                                                        

Moja ocena 10/10
MONIKA



poniedziałek, 13 maja 2019

Podaruj mi jutro - Ilona Gołębiewska - recenzja PRZEDPREMIEROWA (56/2019)




Tytuł: Podaruj mi jutro
Autor: Ilona Gołębiewska
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 480
ISBN: 9788328710481

Ilona Gołębiewska oddaje nam do czytelniczych rąk powieść, w której znajdziemy wszystko! Przeczytamy o starym dworze na Lipowym Wzgórzu, o atakującej znienacka chorobie, o utraconej nagle miłości, rodzinnych tajemnicach, działaniach wojennych, niesnaskach między sąsiadami, chowanej urazie, o kłótniach między pokoleniami w rodzinie, o sztuce przez duże S. Jestem pewna, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie! 

Światowej sławy malarka Aniela Horczyńska musiała przejść długą drogę, aby ponad 200- letni dwór na Lipowym Wzgórzu mieszczący się w Lipowczanach na Podlasiu po wojnie znów wrócił w ręce jej rodziny. Niestety jej ojciec zmarł zanim tego doczekał, ale córka przyrzekła mu, że zaopiekuje się rodzinną posiadłością. Mimo, że Aniela ma wokół siebie wielu życzliwych i oddanych przyjaciół to jej życie nie jest takie kolorowe. Choć minęło kilka dekad ona wciąż rozmyśla  o Witku, swojej pierwszej miłości, która nagle się skończyła z powodu tajemniczego zniknięcia chłopaka. Sąsiad Gajowicz oskarża ojca Horczyńskiej o zdradę, w wyniku której oddział partyzancki został zamordowany przez Niemców podczas drugiej wojny światowej. Przyjaciółka zmaga się z ciężką chorobą, córka Sabina ma do matki wielki żal i nie odzywa się do niej, a wnuczki Klara i Liliana są zajęte swoimi sprawami. Aniela miota się, nie wie gdzie jest jej miejsce w życiu, nie ma zupełnie pojęcia czy dziedzictwo rodzinne okaże się dla niej przekleństwem czy błogosławieństwem.

Gdy sprawy zaczynają się układać i w dworze powstaje pensjonat dla turystów, gdy Aniela otwiera Akademię Sztuk Anielskich, która w swoim programie będzie miała i warsztaty malarskie, warsztaty z batiku (malowanie woskiem na płótnie), warsztaty fotograficzne, na jaw wychodzą skrzętnie skrywane sekrety, zostają odnalezione tajemnicze podziemne korytarze, a kobieta zdaje sobie sprawę, że chyba nigdy nie dowie się prawdy o przeszłości i nie oczyści imienia ojca, który uwarzany jest przez sąsiada za zdrajcę. 

Autorka doskonale zdaje sobie sprawę jak zaciekawić czytelnika, aby nie mógł odlożyć książki nawet na moment. Przyznam się szczerze, że obawiałam się, że zawieje tutaj nudą - jakiś stary dwór, wtrącenia z wojny, podstarzali bohaterowie... Nic bardziej mylnego! Ilona oddała tak przepięknie klimat dworu, jego pomieszczeń, atmosferę serdeczności i bliskości jaka tam panuje oraz opisała okolicę tak jak nie zrobił by tego najlepszy marketingowiec w broszurze z biura turystycznego. Kwitnące lipy - symbol Lipowego Wzgórza i wyroby jakie można z nich przyrządzać przekonały mnie ostatecznie do tego, iż nie dość, że mnie to nie nudzi to jeszcze miałabym ochotę sama się tam wybrać. A tak a propos to czy wiedzieliście, że z kwiatów lipy można przygotować miód, nalewkę, cherbatę ale i dżem?

Informacje o wojnie nie są suche, nie czytamy tutaj nudnych faktów tylko dowiadujemy się o życiu prawdziwych ludzi, o ich staraniach się, aby przeżyć, o konsekwencjach ich czynów - uwielbiam dowiadywać się o historii w tak zwanym między czasie. To samo jest z chorobą. Niby kilka wtrąconych zdań a dają czytelnikowi do myślenia - i to jest ogromny plus, takie zwracanie uwagi czytelnika na sprawy ważne. Coś robione mimochodem a może pomóc wielu z nas.

Bohaterowie... Ich ilość na początku mnie lekko przytłoczyła, ale gdy już rozeznamy się kto jest kim ich różnorodność zachwyca. Aniela Horczyńska i jej sąsiad Gajowicz są osobami już starszymi, tak samo jak przyjaciółki Anieli, pojawiają się młodzi bohaterowie, jedni dumni i wyniośli, inni żywiołowi i pełni pasji, jeszcze inni z problemami i swoimi tajemnicami. Każdy wnosi powiew świeżości a wszyscy pokazują nam, że pomimo dzielących ludzi różnic i rozbieżności charakterów trzeba chcieć się dogadać, a wtedy to jak najbardziej będzie możliwe.

Podaruj mi jutro pokaże człowiekowi, że nie należy nigdy się poddawać, warto czekać i na miłość i na przyjaźń. Przebaczenie i zrozumienie jest możliwe nawet po kilkudziesięciu latach, a chowając urazy z przeszłości krzywdzimy tym tylko i wyłącznie samych siebie. Dowiemy się też, że czasem trzeba przejść długą drogę, aby dopiero pod koniec życia znaleźć swoje miejsce na ziemi, lecz gdy tak się stanie oddamy się mu całym sercem. Ja dla samej siebie między wierszami znalazłam naukę, aby kochać siebie, uśmiechać się do siebie codziennie w lustrze, otaczać się szczerymi i godnymi zaufania ludźmi, pielęgnować w sobie pasję i spełniać marzenia, nie rozdrapywać przeszłości ale patrzeć jasno w przyszłość! 

Bardzo jestem ciekawa czego ta książka nauczy was, bo że warto ją przeczytać i ja z całego serca polecam tego chyba już dodawać nie muszę, prawda?

Moja ocena: 10/10

DOROTA


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu MUZA SA




piątek, 10 maja 2019

Kalendarz z dziewuchami - Ada Johnson (55/2019)




Tytuł: Kalendarz z dziewuchami
Autor: Ada Johnson
Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 512
ISBN: 978-83-8116-5853


Adę poznajemy w dniu jej ślubu. Jest szczęśliwą panną młodą, która poślubiła angielskiego mężczyznę zwanego Rośkiem, zakochanego w niej po uszy. Tego magicznego dnia kobieta dostaje dziwny list, którego treść nie do końca jest jasna. Tajemniczy nadawca, który podpisuje się inicjałami A.M przesyła kolejne listy oraz prezent nie pozwalający Adzie spać spokojnie. 

Nie tylko główna bohaterka wykazuje spore zainteresowanie całą tą sytuacją, jej dziewuchy również są ogromnie zaciekawione tajemniczymi przesyłkami. Kim jednak są tytułowe dziewyuchy? Nikim innym jak wyjątkowymi kobietami w życiu Ady, jej najlepszymi przyjaciółkami, prawie siostrami. Mimo, iż na co dzień wszystkie mieszkają w czterech różnych krajach, to kontaktują się codziennie, wykorzystując wszystkie zdobycze technologii. Wspólnie debatują nad tym kto stoi za listami otrzymywanymi przez Adę oraz nad tym czy Rosiem może czuć się zagrożony.

Kalendarz z dziewuchami to bardzo dobry debiut Ady Johnson. To zdecydowanie książka od kobiety dla kobiet. Jedna z tych opowieści, która odpręża, ciekawi, zaskakuje a podczas lektury pojawia się uśmiech, który nie schodzi z twarzy nawet po skończeniu czytania i daje siłę do działania. Opowieść nie tylko skupia się na życiu głównej bohaterki ale również na reszcie fantastycznych babeczek- każda z nich jest inna, ma inne problemy, inne marzenia, pasje. Zwariowane, postrzelone, charakterne kobietki, które co chwilę pakują się w jakieś tarapaty lub sytuacje dostarczające czytelnikowi powodów do niekontrolowanych salw śmiechu.

Autorka swoją powieścią udowadnia, że prawdziwa przyjaźń istnieje. Wszystkie dziewuchy z kalendarza próbują poradzić sobie ze swoimi problemami, a przy tym wspierają się w każdej życiowej sytuacji. Kiedy tylko jedna z nich traci grunt pod nogami, natychmiast wkraczają przyjaciółki, gotowe przezwyciężyć góry problemów i uciążliwych przeszkód. Nie ważne, że każda mieszka na innym krańcu urokliwej Polski, Irlandii, Anglii czy Sardynii. Cięty język, dialogi, riposty to tylko garstka tego co znajdziecie w książce - ubaw gwarantowany.

Bardzo mi się podobała historia w tle o pięknej prawdziwej miłości, rozłące, zdradzie i wybaczeniu. Wciągająca opowieść, przy której można uronić łzę, o dramatycznej miłości, która miała miejsce na szkockiej wyspie. 

Książka ta była dla mnie niesamowitą odskocznią od codzienności. Przezabawna, przesympatyczna, bawi i rozczula. Jest to powieść lekka, ale pokazuje że jak bardzo się czegoś chce to wszystko jest możliwe. Bardzo ciepła i chwyta za serce. Opowiada o kobietach takich jak ja czy ty. O słabościach, powodzeniach i tym czego potrzebuje każdy człowiek czyli o miłości i przyjaźni. Bohaterki od razu staly się moimi przyjaciółkami, nie pogardziłabym za nic taką paczką dziewuch. Doskonale podniosły mnie na duchu, poprawiły zły nastrój, dodały energii i chęci do działania. 

Podsumowując Kalendarz z dziewuchami będzie idealną lekturą na popołudniowe majowe, czerwcowe wieczory na huśtawce czy kocyku. Mi osobiście marzyłby się hamak, ale to może kiedyś:) Oderwijcie się na chwilkę od rzeczywistości i chodźcie poznać dziewuchy skoro tak serdecznie zapraszają!

Moja ocena 9/10


MONIKA



Z możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie autorce Adzie Johnson


niedziela, 5 maja 2019

Dzisiaj należy do mnie - Agnieszka Dydycz (54/2019)



Tytuł: Dzisiaj należy do mnie
Autor: Agnieszka Dydycz
Wydawnictwo: Muza. SA
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 475
ISBN: 978-83-287-1180-8

Dzisiaj należy do mnie już za mną i mam mieszane uczucia. Dostałam zupełnie co innego niż się spodziewałam, niż sugerował opis z tyłu okładki. Tak najbardziej to przemówiła do mnie najbardziej właśnie sama okładka i sugestywny tytuł. Opis sugerował, że będzie to opowiaść o nowych początkach, sile miłości i przyjaźni... Owszem była, ale zawierała też o wiele więcej.

Agnieszka Dydycz przedstawiła nam historię życia Kamili, a w zasadzie Kamy. Poznajemy kobietę w młodym wieku, która studiuje i poznaje coraz więcej języków obcych. Ma do tego talent i jest to jej pasją, a kilka lat później Kama otwiera własne biuro tłumaczeń, które zdobywa światową renomę. Niewątpliwie jest to bardzo inteligentna i obyta kobieta. W międzyczasie jednak przeczytamy o coraz to nowych mężczyznach, pewnej beztrosce w zakochiwaniu się w nich i dość szybkich zakonczeniach związków. Kamila sama nie wie czego chce, dopiera szuka swojego miejsca na ziemii. 

Początek książki nie przypadł mi do gustu. Kama działała mi na nerwy jej infantylnością i zachowaniami nastolatki, coraz to nowa praca, inny mężczyzna. Na szczęście reszta powieści broni się. Idziemy przez nie zawsze spokojne i szczęśliwe życie Kamy, ale jednak już ustabilizowane i rzeczywiśćie obfitujące w miłość, przyjaźń, satysfakcjonującą pracę i podróże, ale i stratę, ból, rozterki, nieszczęścia. I sama w sobie ta historia byłaby dla czytelnika ciekawa, miła i dość przyjemna z interesującymi wnioskami dla nas, ale autorka dokłada nam coś jeszcze. 

Okazuje się, że Kama posiada starą duszę... Nawiedzają ją sny z czasów wojny, Indian, rebelii w Paryżu... Poznajemy w ten sposób Marka, który razem ze swoją żoną przemierza Amerykę, aby założyć nową osadę, Teodozję, której udaje się uciec przed spaleniem na stosie gdy została oskarżona za bycie czarownicą oraz Sophie Madelaine, służącą, która ratuje swoją panią i ucieka z plądrowanego Paryża do wuja na wieś. Pół książki zastanawiałam się po co historia Kamy przeplatana jest losami tych bohaterów. Już jej historia sama w sobie zaczęła się robić interesująca, a tu jeszcze jakieś sny z przeszłości. Rozwiązanie tej zagadki w końcu przyszło i wtedy książka nabrała dla mnie większego sensu.

Kama śniła o Marku, Teodozji i Sophie Madeleine ponieważ jedna dusza, przedstawiona jako skupisko energii, które nie ginie w przyrodzie wędrowała od jednego do drugiego. Teraz jest u Kamy, ale ona zachowała wspomnienia z czasów kiedy dusza była u innych osób. Na początku podczas czytania myślałam sobie co tutaj się dzieje? O co w tym chodzi, choć wiem, że jest to fikcja literacka to po co to wszystko? Ale jak się okazało Kama miała ze swoimi poprzednikami bardzo wiele wspólnego. Cechy charakteru takie jak odwaga, upartość, dążenie do celu, wewnętrzne przekonanie, że ze wszystkim sobie poradzą, ale i ich historie momentami się pokrywały, wszyscy wytrwale poszukiwali swojego miejsca na ziemi, szczęścia, zrozumienia. Sny nawiedzające Kamę nie raz dawały jej dużo do myślenia, pomagały jej w najtrudniejszych momentach życia, były jednak po coś! 

Choć początek był nieco chotyczny i krótkie epizody z życia głównej bohaterki przeplatały się z jakimiś snami z innej epoki to jednak finalnie całość łączy się ze sobą spójnie, odnajdujemy w tym wszystkim sens i równowagę. Nawet ten motyw z wędrującymi duszami zaczął do mnie przemawiać. W pewnym momencie zaś powieść tak wciąga, chcemy poznać zakończenie nie jednej ale tak jakby czterech historii, że trudno ją odłożyć! To jest duży plus.

Powieść jest specyficzna, ale nie spisuję jej na straty. Zdecydowanie wiele można z niej wynieść i się nauczyć a to zawsze jest dla mnie ważne. Przeszłość, złe wydarzenia, porażki należą do zamierzchłych czasów. Wiadomo, że czasem boli, lały się łzy ale nie warto zbyt długo rozpamiętywać złych rzeczy. Zdecydowanie lepiej jest żyć teraźniejszośćią! Dobrze, że jesteśmy teraz szczęśliwi, przeszłość minęła a przyszłość i tak nie wiemy co przyniesie dlaczego więc tracić czas na zamartwianie się? Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego i tego powinniśmy się trzymać. Każde wydarzenie czy napotkana po drodze osoba, nawet taka, która tylko przemyka przez nasze życie coś w nie wnosi, pozostawia po sobie, czasem diametralnie go zmienia. Z każdej lekcji życia należy wyciągnąć wnioski i z podniesioną głową iść odważnie naprzód, tak aby bilans smutków i uśmiechów wyhodził jednak na plus dla tych drugich!

Narracja prowadzona w powieści jest pierwszosobowa, świat widzimy oczami głównej bohaterki Kamy. Początkowe jej zachowania, komentarze i odzywki młodej studentki z czasem przestają irytować gdy kobieta dorasta i gdy życie ją doświadcza. Ona zresztą też sama zaczyna lepiej rozumieć co się z nią dzieje, dlaczego w najmniej oczekiwanych momentach nawiedzają ją sny i wspomnienia z przeszłości. Inni bohaterowie dają się również polubić, a już całkowicie moim sercem zawładnął jeden z przyjaciół Kamili - Kot, zdrobniale od Konstanty. Człowiek wykształcony, skłonny do kompromisów, szczery, oddany, pomocny, życzliwy, nie lubiący się kłócić tylko racjonalnie podchodzący do problemów, opanowany. O jej, mogłabym tak wymiwniać długo, ale on zdecydowanie zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie.

Suma sumarum Dzisiaj należy do mnie oceniam jako udaną powieść autorki. Nie jest cukierkowa, raczej to słodko-gorzkie klimaty. Nie jest też szczególnie łatwa w odbiorze, ale za to wnosi do naszego życia wiele cennych rzeczy, które możemy przełożyć do naszego codziennego życia. 

Mam nadzieję, że nabierzecie na nią ochoty jeśli lubicie w powieści szczyptę magii, informacje historyczne delikatnie przemycane między wierszami, ciekawych bohaterów i słowa do przemyślenia w swojej glowie już po skończeniu lektury.

Moja ocena: 7.5/10

DOROTA



Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu MUZA